TREN V
Jako oliwka mała pod wysokim sadem
Idzie z ziemie ku górze macierzyńskim śladem,
Jeszcze ani gałązek, ani listków rodząc,
Sama tylko dopiro szczupłym prątkiem wschodząc:
Tę, jesli, ostre ciernie lub rodne pokrzywy
Uprzątając, sadownik podciął ukwapliwy,
Mdleje zaraz, a zbywszy siły przyrodzonej,
Upada przed nogami matki ulubionej.
Takci się mej namilszej Orszuli dostało:
Przed oczyma rodziców swoich rostąc, mało
Od ziemie się co wznióswszy, duchem zaraźliwym
Srogiej Śmierci otchniona, rodzicom troskliwym
U nóg martwa upadła. O zła Persefono,
Mogłażeś tak wielu łzam dać upłynąć płono?
◊◊◊◊◊
TRENO V
Como un pequeño olivo bajo un alto frutal
Asciende desde la tierra tras las huellas maternas;
Aún no brotan ni ramitas ni hojitas,
Apenas ha empezado a alzarse un fino tallo;
En esto, un hortelano, impetuoso, lo corta
Mientras arranca punzantes espinos y abundantes ortigas,
Se desvanece súbito, y perdida la fortaleza innata,
Cae a los pies de su querida madre.
Así le sucedió a mi amadísima Úrsula.
Cuando crecía ante los ojos de sus padres y apenas
Se había alzado sobre la tierra, envuelta por el espíritu maligno
De la cruel Muerte, cayó sin vida a los pies
De sus afligidos padres. ¡Oh, malvada Perséfone!
¿Cómo pudiste permitir que se derramaran inútilmente tantas lágrimas?
֍ ֍ ֍
TREN VII
Nieszczęsne ochędóstwo, żałosne ubiory
Mojej namilszej cory!
Po co me smutne oczy za sobą ciągniecie?
Żalu mi przydajecie.
Już ona członeczków swych wami nie odzieje—
Nie masz, nie masz nadzieje!
Ujął ją sen żelazny, twardy, nieprzespany.
Już letniczek pisany
I uploteczki wniwecz, i paski złocone,
Matczyne dary płone.
Nie do takiej łożnice, moja dziewko droga,
Miała cię mać uboga
Doprowadzić! Nie takąć dać obiecowala
Wyprawę, jakąć dała!
Giezłeczkoć tylko dała a lichą tkaneczkę;
Ojciec ziemie brełeczkę
W główki włożył. Niestetyż, i posag, i ona
W jednej skrzynce zamkniona!
◊◊◊◊◊
TRENO VII
¡Ropas desventuradas, vestidos infelices
De mi hija amadísima!
¿Por qué arrastráis hacia vosotros mis tristes ojos?
Me infundís lástima.
Ella no vestirá más su cuerpecito con vosotros.
¡No hay, no hay esperanza!
La atrapó un sueño férreo, profundo, del que no se despierta.
El vestido estival estampado
Y los lazos ¡ya para nada!, y las cintas doradas
De tu madre son dádivas inútiles.
¡No a un lecho así, mi niña amada,
Tu pobre madre tenía
Que llevarte! No prometió dar
Un ajuar como el que te entregó,
un lienzo para la mortaja, una humilde tela;
Tu padre puso un puñado de tierra
Sobre la cabecera. ¡Por desgracia, la dote y ella
encerradas en una misma caja!
֍ ֍ ֍
TREN IX
Kupić by cię, Mądrości, za drogie pieniądze,
Która, jesli prawdziwie mienią, wszytki żądze,
Wszytki ludzkie frasunki umiesz wykorzenić,
A człowieka tylko nie w anioła odmienić,
Który nie wie, co boleść, frasunku nie czuje,
Złym przygodom nie podległ, strachom nie hołduje.
Ty wszytki rzeczy ludzkie masz za fraszkę sobie,
Jednaką myśl tak w szczęściu, jako i w żałobie
Zawżdy niesiesz. Ty śmierci namniej się nie boisz,
Bezpieczna, nieodmienna, niepożyta stoisz.
Ty bogactwa nie złotem, nie skarby wielkimi,
Ale dosytem mierzysz i przyrodzonymi
Potrzebami. Ty okiem swym nieuchronionym
Nędznika upatrujesz pod dachem złoconym,
A uboższym nie zajźrzysz szczęśliwego mienia,
Kto by jedno chciał słuchać twego upomnienia.
Nieszczęśliwy ja człowiek, którym lata swoje
Na tym strawił, żebych był ujźrzał progi twoje!
Terazem nagle z stopniów ostatnich zrzucony
I między insze, jeden z wiela, policzony.
◊◊◊◊◊
TRENO IX
Merecería la pena comprarte, Sabiduría, por muy cara que fueras,
Pues, si dicen la verdad, sabes erradicar
Todos los deseos, todas las preocupaciones humanas,
Y lo único que no sabes es convertir a un hombre en un ángel
Que no sabe qué es el dolor, que no siente desasosiego,
Que no acomete inicuas aventuras, que no se rinde a los miedos.
Todas las cosas humanas son una bagatela para ti,
Siempre conservas la misma actitud, tanto en la dicha
como en el duelo. No temes lo más mínimo a la muerte,
Permaneces erguida, segura, inmutable, impertérrita.
Tus riquezas no proceden del oro, ni de grandes tesoros,
Sino que calculas la satisfacción de las necesidades
Naturales. Tú con tu ojo que todo lo ve
Ves al menesteroso bajo un tejado de oro,
Pero al pobre no envidias la feliz existencia,
¿Quién querría escuchar tu increpación?
¡Soy un hombre infeliz, que consumió sus años
En conocer el umbral de tu morada!
Ahora, de repente, soy arrojado desde los últimos peldaños,
Y soy uno de tantos, contado entre otros muchos.
֍ ֍ ֍
TREN XI
Fraszka cnota! —powiedział Brutus porażony.
Fraszka, kto się przypatrzy, fraszka z każdej strony!
Kogo kiedy pobożność jego ratowała?
Kogo dobroć przypadku złego uchowała?
Nieznajomy wróg jakiś miesza ludzkie rzeczy,
Nie mając ani dobrych, ani złych na pieczy.
Kędy jego duch wienie, żaden nie ulęże;
Praw-li, krzyw-li, bez braku każdego dosięże.
A my rozumy swoje przedsię udać chcemy,
Hardzi miedzy prostaki, że nic nie umiemy.
Wspinamy się do nieba, Boże tajemnice
Upatrując, ale wzrok śmiertelnej źrzenice
Tępy na to! Sny lekkie, sny płoche nas bawią,
Które się nam podobno nigdy nie wyjawią.
Żałości, co mi czynisz? Owa już oboje
Mam stracić: i pociechę, i baczenie swoje?
◊◊◊◊◊
TRENO XI
¡La virtud es una bagatela! —dijo Brutus vencido—.
Es una bagatela, se mire como se mire ¡es una bagatela!
¡Cuándo su piedad salvó a alguien?
¿A quién la bondad preservó de la adversidad?
Algún ignoto hado mezcla las cosas humanas
Sin tener a su cargo ni las buenas ni las malas.
Donde sople su espíritu nadie hallará refugio;
Sea justo o injusto, a todos alcanzará sin excepción.
Aunque queramos aparentar ser sensatos,
Somos orgullosos entre los sencillos, pero nada sabemos.
Ascendemos al cielo observando con sigilo
Los secretos de Dios, pero la mirada de la pupila mortal
¡Es torpe para esto! Nos embaucan los sueños ligeros, los sueños banales,
Esos que parece que nunca nos serán revelados.
Tristeza ¿qué me haces? ¿Acaso he de perder ambas:
Mi consuelo y mi cordura?
֍ ֍ ֍
TREN XVI
Nieszczęściu kwoli a swojej żałości,
Która mię pravaie przejmuje do kości,
Lutnią i wdzięczny rym porzucić muszę,
Ledwe nie duszę.
Żyw-em? Czy mię sen obłudny frasuje?
Który kościanym oknem wylatuje,
A ludzkie myśli tym i owym bawi,
Co błąd na jawi.
O błędzie ludzki! O szalone dumy!
Jako to łacno pisać się z rozumy,
Kiedy po woli świat mamy, a głowa
Człowieku zdrowa.
W dostatku będąc, ubóstwo chwalemy,
W rozkoszy — żałość lekce szacujemy,
A póki wełny skąpej prządce zstaje,
Śmierć nam za jaje.
Lecz kiedy nędza albo żal przypadnie,
Ali żyć nie tak, jako mówić, snadnie,
A śmierć dopiero wtenczas nam należy,
Gdy już k'nam bieży.
Przecz z płaczem idziesz, Arpinie wymowny,
Z miłej ojczyzny? Wszak nie Rzym budowny,
Ale świat wszytek Miastem jest mądremu
Widzeniu twemu.
Czemu tak barzo córki swej żałujesz?
Wszak się ty tylko sromoty wiarujesz;
Insze wszelakie u ciebie przygody
Ledwe nie gody!
«Śmierć —mówisz— straszna tylko niezbożnemu».
Przeczże się tobie umrzeć, cnotliwemu,
Nie chciało, kiedyś prze dotkliwą mowę
Miał podać głowę?
Wywiodłeś wszytkim, nie wywiodłeś sobie;
Łacniej rzec, widzę, niż czynić i tobie,
Pióro anielskie, duszę toż w przygodzie,
Co i mnie bodzie.
Człowiek nie kamień, a jako się stawi
Fortuna, takich myśli nas nabawi.
Przeklęte szczęście! Czyż snać gorzej duszy,
Kto rany ruszy?
Czasie, pożądnej ojcze niepamięci!
W co ani rozum, ani trafią święci,
Zgój smutne serce, a ten żal surowy
Wybij mi z głowy!
◊◊◊◊◊
TRENO XVI
Por causa de la infelicidad y mi dolor,
El cual me penetra hasta los huesos,
Debo abandonar el laúd, el verso grato
Y casi el alma.
¿Estoy vivo? ¿O es un sueño falso lo que me angustia?
Este escapa volando por la puerta de marfil
Y con esto y aquello distrae los pensamientos humanos,
Que en realidad son solo una quimera.
¡Oh, error humano! ¡Oh, loco orgullo!
Qué fácil es hacer alarde del pensamiento
Cuando tenemos el mundo a nuestro favor y la cabeza
Del hombre está despreocupada.
Alabamos la pobreza cuando vivimos en la abundancia,
Desdeñamos el dolor cuando gozamos la dicha,
Porque mientras la avara hilandera tenga suficiente lana,
La muerte es una nimiedad para nosotros.
Pero cuando el dolor o la miseria llega
No es tan fácil vivir como se dice,
Y solo entonces contamos con la muerte,
Cuando ya se dirige hacia nosotros.
¿Por qué te vas llorando, elocuente Arpinate, [2]
De la amada patria? Roma no es solo una imponente construcción,
Sino que el mundo entero es Roma
A tu sabio parecer.
¿Por qué sufres tanto por tu hija?
Si tú solo crees en la deshonra;
¡Todos los infortunios en tu vida
Casi son una fiesta!
«La muerte —dices— es terrible solo para los invirtuosos».
Sin embargo, no quisiste la muerte para ti, virtuoso,
Cuando, a pesar de tu mordaz discurso,
Tuviste que entregar tu cabeza.
Guiaste a todos, pero no te guiaste a ti mismo;
Veo que te es más fácil el decir que el hacer,
Pluma angelical. Eso mismo que atormentó tu alma,
Atormenta la mía.
Un hombre no es una piedra, y según se presente
Fortuna, así serán los pensamientos que obrará en nosotros.
¡Maldita suerte! ¿Acaso no es peor para el alma
Que alguien hurgue en la herida?
¡Oh tiempo, anhelado padre del olvido!
¡De aquello que ni la razón ni los santos serán capaces
Sana tú mi triste corazón, y esta cruel pena
Arranca de mi cabeza!
——————————

No hay comentarios:
Publicar un comentario